Rok 1942. Stalingrad. Miejsce jednej z największych bitew drugiej wojny światowej. Krew, pot, łzy, latające kończyny, wielkie poświęcenia, okrucieństwo. Z tym większości kojarzy się nie tylko bitwa stalingradzka, ale także cały front wschodni. Tak też postanowiło przedstawić te arenę wojny studio Relic w swoim najnowszym dziele: Company of Heroes 2. Czy się udało? Zdecydowanie tak. Czy gra jest dobra? To już inna historia.

Company of Heroes 2

Fabuła gry przedstawiona jest w formie retrospekcji Lwa Abramowicza Isakowicza, porucznika Armii Czerwonej. Przez całą rozgrywkę podążać będziemy jego śladami od Stalingradu po Berlin. Czasami zobaczymy wojnę oczami innej postaci, takie wstawki mają jednak charakter epizodyczny i służą wciśnięciu w kampanię bitew z innej części frontu (np. Leningrad). Właściwa kampania zaczyna się w więzieniu NKWD, gdzie główny bohater jest przesłuchiwany przez swojego byłego dowódcę pułkownika Churkina. Wraz z postępem historii zaliczamy kolejne misje, poczynając od wspomnianego wcześniej Stalingradu.

Fabuła na pewno nie jest najmocniejszą stroną nowej gry studia Relic. Konstrukcja jej prowadzenia- na zasadzie wspomnianej wcześniej retrospekcji często powoduje, że jest ona niespójna. Wielokrotnie doświadczałem sytuacji, w której na przerywniku filmowym, główny bohater był krytykowany przez dowódcę za źle wykonane zadanie, a podczas rozgrywania misji okazuje się, że wszystko zostało zrobione jak trzeba. Misja wykonana, mało strat własnych, wszystkie poboczne zadania zakończone, a mimo to bitwa, nie wiadomo dlaczego, była uważana za przegraną. Generalnie podczas gry, nie mogłem wyrzucić z głowy myśli, że główny bohater został tutaj wciśnięty na siłę. Można było głównym bohaterem, zamiast konkretnej postaci uczynić cały oddział i pokazać jego drogę przez najważniejsze bitwy frontu wschodniego. Fabuła nie składa się na szczęście z samych niedoróbek. Kapitalnie przedstawiono w niej cały obraz wojny na wschodzie. Jest brutalnie prawdziwa, nie było tutaj miejsca na bohaterskie akty odwagi żołnierzy. Najbardziej w pamięci zapadła mi misja, w której główny bohater został zasypany przez zniszczony budynek, a żołnierzom udało się go później spod niego wydobyć. Skończyło się to rozstrzelaniem całego oddziału za opuszczenie stanowiska bez rozkazu dowódcy. W jakiejkolwiek innej armii za takie zachowanie cały oddział dostał by medal, a w radzieckiej nagrodą była kula. Takich sytuacji było sporo i za to należy się twórcom wielki plus.

Company of Heroes 2

Pomysły na misje były ciekawe, jednak ich konstrukcja pozostawiała wiele do życzenia. Sprowadzało się to do schematu: weź tych żołnierzy, zabezpiecz teren, odeprzyj kontratak, ruszaj dalej. Nudne i monotonne. Pod koniec coraz trudniej było mi się zmuszać, żeby zaliczać kolejne misje. Na szczęście znajdują się w kampanii takie smaczki jak misja z kradzieżą Tygrysa, która wprowadza odrobinę odmienności w rutynowe zajmowanie kolejnych terenów.

Mechanika rozgrywki wygląda podobnie jak w innych grach studia Relic: Company of Heroes 1 i serii Warhammer. Mamy 3 podstawowe zasoby: paliwo, amunicję i zasoby ludzkie, które pozwalają nam rekrutować różnego typu jednostki od podstawowej piechoty w postaci poborowych, poprzez nieco bardziej zaawansowane oddziały jak np. snajperzy, po potężne czołgi T34 i IS2. Każda jednostka posiada zdolności, do aktywowania których potrzebne są 2 pierwsze zasoby. Ostatni, czyli zasoby ludzkie to po prostu limit jednostek, które możemy mieć pod komendą. Żołnierze mogą awansować, przez co podnoszą swoją wartość bojową, a także zajmować porzucony przez Niemców sprzęt, jak np. karabiny maszynowe czy działa przeciwpancerne. W mechanice nie ma większych zmian w stosunku do pierwszej części gry. Relic wykonało w tym elemencie kawał solidnej, ale jednak rzemieślniczej roboty.

I tutaj zaliczono jednak kilka potknięć. Pierwszym i najważniejszym jest słabe AI kierowanych przez nas oddziałów. Żołnierzy trzeba prowadzić za rączkę i są oni niemal w całości pozbawieni własnych odruchów. Na przykład, jednostka CKM, która była atakowana od tyłu, nie potrafiła sama przestawić swojej broni, tylko trzeba im było wydać taki rozkaz. Skutkiem takiej sytuacji była eksterminacja całego oddziału, kiedy byłem zajęty innym odcinkiem frontu. Kolejnym problemem było wybieranie ścieżek ruchu przez oddziały. Często zdarzało się, że moje jednostki wpadały pod ogień wroga, ponieważ zamiast iść prostą drogą, wybierały okrężną prowadzącą przez pozycje wroga. Takie sytuacje powodują, że w grze potrzebny jest multitasking na wysokim poziomie, przez co niedzielni gracze, raczej nie wyjdą poza najniższy poziom trudności.

Company of Heroes 2

Grafika jest ładna i szczegółowa gdy patrzymy na pole bitwy z dużej wysokości. W zbliżeniu tak różowo nie jest, ale nie powoduje to problemów. Dużym plusem jest fakt, że większość otoczenia w trakcie rozgrywki można zniszczyć, przez co żadna kryjówka czy osłona nie jest w stu procentach bezpieczna. Jeden celny strzał z katiuszy i dotychczas niezdobyte umocnienia zamieniają się w dymiący krater. Fizyka stoi na niezłym poziomie, jednak jest tutaj sporo miejsca do poprawy. O ile trafienie pojedynczego żołnierza pociskiem moździerzowym wygląda widowiskowo i realistycznie (latające kończyny!), o tyle gość wylatujący 5 metrów w powietrze po trafieniu przez kulę snajpera wygląda co najmniej groteskowo.

Company of Heroes 2

Dźwięk i muzyka znakomicie pasują do gry. Muzyka nie jest nachalna i służy podkreśleniu rozgrywki, a patriotyczne radzieckie pieśni po zakończeniu misji wpadają w ucho. Udźwiękowienie podczas gry jest bardzo dobre. Odgłosy wystrzałów i wybuchów są rewelacyjne, a ponadto autorzy nie zapomnieli o wpływie odległości na dźwięk. Nie ma niczego bardziej przerażającego niż odgłos ciężkiej artylerii wroga, która zaczyna strzelać w oddali gdy nasze jednostki są zbite w jednym miejscu. Twórcy zadbali także o odpowiednie wstawki humorystyczne. Jeżeli przybliżymy widok na konkretną jednostkę i odczekamy chwilę, możemy usłyszeć rozmowy żołnierzy, co sprzyja rozluźnieniu atmosfery. Niestety miałem wątpliwą przyjemność grać w polską wersję gry. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem pełnej polonizacji gier i CoH2 nic w tym względzie nie zmieniło. Głosy są sztuczne i brzmią po prostu słabo. Gdy usłyszałem angielski dubbing zrozumiałem, że pełny dubbing gier RTS nie ma sensu i jest zbędny.

Najnowsze dzieło studia Relic jest to kawał solidnie wykonanej roboty. Szkoda, że tylko solidnie. W grze brakuje nowych rozwiązań, często razi ona schematycznością i drobnymi błędami, które w dużej ilości przeszkadzają w rozgrywce. Wielu graczy i recenzentów wspomina o doskonałym trybie multiplayer. Niestety z powodu braku czasu nie byłem w stanie w niego zagrać, nie wykluczam jednak, że w przyszłości napiszę recenzję samego trybu multiplayer. Grę mimo minusów, mogę z czystym sercem polecić, bo o ile nie ma w niej spektakularnych rozwiązań i pomysłów, to tych kilkanaście godzin poświęconych na granie w nią uważam za bardzo udane.